Paryż, Londyn i Waszyngton patrzą na Październik 1956 w Polsce
Październik 1956 r. był momentem ważnym w historii Polski. Przeprowadzone wówczas reformy liberalizacyjne częściowo okazały się trwałe, co w jakimś stopniu tłumaczyło późniejsze polskie pierwszeństwo, w skali obozu w walce z tym, czego wówczas nie udało się zmienić. Nawet jeśli zasadnicze zręby systemu nie zostały wtedy naruszone, a zmiany w większym stopniu nastąpiły via facti niż de iure, to przecież Październik 1956 r. podtrzymał indywidualne chłopstwo, umożliwił swobodniejszą działalność Kościołowi, otworzył kraj na relatywnie szerokie kontakty z Zachodem, ograniczył dominację ZSRR i zmienił jej charakter, zmniejszył represyjność i wyeliminował jej najdrastyczniejsze formy, zlikwidował strach jako uogólnione zjawisko paraliżujące myślenie i działanie, zmniejszył dominację ideologii w życiu państwa, umożliwił wyprostowanie się sztuk i nauk z historiografią i socjologią włącznie, umożliwił w miarę normalne wychowanie następnego pokolenia, otworzył furtkę dla działaczy partyjnych motywowanych już bardziej pragmatycznie niż ideologicznie.
Nawet jeśli większość dawniejszych instytucji przetrwała burzę, to przecież w późniejszej egzystencji nie były już one na ogół drapieżnymi instytucjami okresu stalinowskiego. System stał się niekoherentny, a owa nigdy bliżej nie sprecyzowana „wolność” zdawała się być w zasięgu ręki. Kraj osiągnął w Październiku 1956 r. mnóstwo z tego, co w innych krajach obozu stanęło na porządku dziennym dopiero w 1989 r. (z wyłączeniem bardzo specyficznego przypadku Węgier oraz krótkiego epizodu „praskiej wiosny”).